You wonna wild out, then wild out
All eyes on you
it's going down down right now
You can't loose
All eyes on you
it's going down down right now
You can't loose
-Logan!- przytuliłam go mocno.
-nareszcie jesteś ze mną-pocałował mnie i złapał za rękę.Skierowaliśmy się do wyjścia z lotniska.
Logan to jest uroczy szatyn o czekoladowych oczach , boskim uśmiechu i zwariowanym charakterkiem.
To mój chłopak. Wymarzony chłopak! Uratował mnie od śmierci. Wcześniej miałam chłopaka...sorry to nie był chłopak to było dziecko! Był starszy ode mnie o rok. Nazywał się Louis...Louis Tomlinson. Rozstaliśmy się ok. roku temu. Mieliśmy wtedy po 19 lat. Chodziliśmy ze sobą od 3 gimnazjum. Byliśmy bardzo szczęśliwi dopóki on nie stał się sławny. Wspierałam go , czekałam na niego gdy był w trasie. W pewnym momencie pojawili się oni - Modest!. Kazali mu wybierać albo ja albo sława. A on wybrał sławę. Pokazało mi to że byłam dla niego nikim tylko zabawką której uczucia porzucił i zranił jej nic nie warte dla niego serce...Ale ten rozdział jest zamknięty. Przed lotniskiem czekała na nas reszta chłopaków - Kendall , James i Carlos. Ahh , dla wyjaśnienia Logan był sławny - był aktorem i piosenkarzem. Poznał osobiście Louisa (był z nim w trasie) i stwierdził że po jego zachowaniu nie było widać że to taki dupek który woli sławę od miłości.
Chłopcy rozglądali się za nami ale nie mogli nas dostrzec.
-eghmm...- powiedział Logan a oni się odwrócili.
-whooo!-krzyknęli- witamy w domu!
-no to jeszcze nie nasz dom ale to twoje miasto mała!- przytulił mnie Kendall
-mam być zazdrosny?- zaśmiał się James i powtórzył czynność Kendalla.
-ej!- tym razem odezwał się Carlos- nosisz szpilki czy co ?
Spojrzał na moje buty.
-ohh...trampki-podrapał się po głowie- no to chyba ja będę musiał je nosić...masz jakieś w kolorze czarnym ?
Zaczęliśmy się śmiać.
-no dobra , dobra - powiedział Logan - chodźmy już do domu.
-no właśnie mam dla was prezenty!- wskazałam na walizkę.
-no to idziemy!- porwał ją Carlos i pobiegł do auta.
-księżniczka pierwsza- otworzył mi drzwi James i chciał wsiąść za mną.
-a książę drugi!-wtrącił mu się mój chłopak
Jechaliśmy ok. 10 minut.
-no to nasz przystanek!-powiedział Kendall zatrzymując wóz.
-Logan ja nie pamiętam abyśmy tu mieszkali- powiedziałam niepewnie
-to nasz nowy domek kotku!-wyszedł i podał mi rękę
-jezu!- westchnęłam gdy wysiadłam. Wtedy zobaczyłam jaki on duży.
Nagle zadzwonił telefon Carlosa.
-ejj słuchajcie dzwonił Gryffin... mamy przyjechać do studia-powiedział
-przecież mamy wolne!- załamał się Logan
-spokojnie poradzę sobie- powiedziałam
-okey chodź pokaże ci szybko co i jak- pociągnął mnie za rękę
Dom był ogromny. Były łazienki w każdym pokoju - było ich 8 (razem z dwoma gościnnymi).
-WoW!-krzyknęłam
-podoba ci się?-złapał mnie w talii.
-no oczywiście...wiesz że nie musiałeś ?- popatrzyłam na niego
-a właśnie że musiałem...-pocałował mnie.
Staliśmy tak się całując przez jakieś 10 minut.
-Looogan?!- do domu wpadł Kendall.
Oderwaliśmy się od siebie. Ken stał jak wryty patrząc się na nas wielkimi oczami.
-stary ty się tu obściskujesz z dziewczyną a Gryffin się wkurza gdzie my jesteśmy!-powiedział wymachując rękami
-no idę , idę - puścił mnie
-kiedy wrócicie ? - zapytałam
-zależy co oni chcą...-odparł Logan i wyszedł
Wszystko zmieniło się w jeden wieczór...
*ok godziny 18*
Siedziałam przed telewizorem jedząc lody. Miałam na sobie za dużą bluzę Logana i krótkie spodenki. Włosy miałam spięte w koka. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i poszłam otworzyć. Słyszałam jakieś śmiechy. Otworzyłam . Ukazała mi się piątka chłopaków.
-oo hej Loga...Jade ?!- zaczął jeden z nich. Byli to One Direction.
-ee chłopaki ?- byłam zakłopotana
- co ty tutaj robisz ?- zapytał Zayn
-przyleciałam dzisiaj z Miami i mieszkam z moim chłopakiem tutaj...mogłabym was spytać o to samo-podrapałam się po głowie
-my przyszliśmy po chłopaków z BTR...- odparł Niall- nie wiesz gdzie są ?
-są w studiu...-wyjrzałam za jego ramię- o właśnie idą!
Logan nie zważając na chłopaków podbiegł do mnie i podniósł.
Dopiero wtedy dostrzegłam Louisa - on płakał. Chyba coś się stało... Pewnie jakaś laska go potraktowała tak jak on mnie kiedyś- dobrze mu tak...
-to...wy jesteście parą ? - zapytał Hazza - od kiedy ?
-tak jesteśmy od jakiś- Logan policzył na palcach - 4 miesięcy.
-to fajnie...-dodał cicho Louis
Popatrzyłam się na niego...był smutny... no trudno. Nie miałam żadnych uczuć wobec niego.
-wejdźcie-powiedział Kendall
-Jade urządziłaś się już ? - zapytał mnie Logan
-taaaaaaaak- wskoczyłam na fotel
-ejj nie widzieliście mojej bluzy ?! - krzyknął z góry
-wiesz...chyba tak...-zaśmiał się Kendall
-to gdzie?! - usłyszeliśmy jak coś spadło
-na istocie która ma imię na J i ma koka na głowie- pokazałam Jamesowi aby był cicho.
Skuliłam się w kłębek i czekałam aż Logan zaatakuje.
-Jade...-usłyszałam głos nade mną.- kto zabrał moją ulubioną bluzę?
Zaczął mnie łaskotać.
-przestańcie już!- James nas rozdzielił.
1D siedzieli z Kendallem i Carlosem o czymś gadając.
Poszłam na górę do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać...jakoś tak...jak dziecko.
W pewnym momencie do pokoju weszła cała 9.
-no nieźle tu się urządziła...-powiedział Zayn
-JADE?!- podszedł do mnie Carlos
Wyrwałam się i pobiegłam do łazienki. Zatrzasnęłam drzwi.
-Jade wyjdź proszę! - krzyczał Logan
Chłopaki się dobijali aż usłyszałam łagodny ton Louisa.
-Jade słońce proszę cię wyjdź albo otwórz...martwimy się o ciebie... ja się martwię...-powiedział i zastukał lekko.
Położyłam na przeciwko siebie pudełko żyletek. 'chyba nie będziesz się ciąć Jadey' - pomyślałam. Ale to było silniejsze. Wzięłam jedną i przejechałam po skórze. Posiedziałam chwilę spokojnie.
Nie słyszałam już spanikowanej pozostałej 8 chłopaków. Otworzyłam drzwi i zajęłam moje poprzednie miejsce - koło wanny.
Chłopak wszedł niepewnie.
-Jadey ? - popatrzył się wokoło łazienki. Nagle dostrzegł plamę krwi.
-JADE!- przestraszył się. Podbiegł do mnie. Byłam skulona i zakrwawiona. Krew była wszędzie.
-dlaczego to zrobiłaś ? - zapytał mnie.
-ja... znowu...cię-wydukałam
-kochasz mnie znowu ? - uśmiechnął się lekko
-t-tak... chyba znowu się w tobie zakochałam...-odparłam zanosząc się płaczem
-słuchaj... ja też cię nigdy nie przestałem kochać- wyznał podnosząc moją twarz.
-ale... ty wtedy...- powiedziałam
-byłem wtedy idiotą... Modest! obiecał mi leczenie dla mojej babci w zamian jeżeli z tobą zerwę...-płakał-ale wszyscy wiedzieli że jej się nie da wyleczyć!
-spokojnie Louis...-pogłaskałam go skaleczoną ręką.
Włączcie to --> https://www.youtube.com/watch?v=2EDCpDXMowc
Wtedy zrozumiałam że kocham i Louisa i Logana. Ale któremu się oddać ? Z którym być ?
-kocham cię...-szepnął-nie zapomnij o mnie proszę cię
-nie umiem o tobie zapomnieć Lou...nie umiem...- odparłam
Wstaliśmy. Zobaczyłam Logana który stał przy drzwiach.
-hej...Jade... słyszałem wszystko i jeżeli wrócisz do Louisa postaram się z tym pogodzić...-powiedział załamanym głosem.
Popatrzyłam się na nich obydwóch. Stanęłam przed wyborem... najgorsza chwila w moim życiu...
-kocham was obydwóch...ale najlepiej jak odejdę...nie chcę was zranić...-powiedziałam i poszłam się spakować. Opatrzyłam swoją rękę i chłopaki odprowadzili mnie na lotnisko.
To była najokropniejsza chwila w moim całym życiu!
-kocham cię najmocniej-szepnęłam do Louisa i odwróciłam się.
'lot do Miami odlatuje za 10 minut. Prosimy kierować się do odprawy'- usłyszałam i odeszłam.
Pomachałam im i zniknęłam...może i na zawsze.
taki trochę nie ten tego no ale cóż ^^
są tu jakieś rushers-directioners oprócz mnie ? :*
czytasz = komentujesz ♥


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz